Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ubrania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ubrania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 października 2010

Jak kupić markowo i niedrogo, czyli FACTORY OUTLETy.

Gdy z sympatyczną Australijką Sandi wchodzimy do sklepu, zawsze słyszę z jej ust „zagrajmy” (z ang. let's play). Nie sądzicie, że jest to ciekawe określenie?

Dziś wybraliśmy się z Przemkiem na poszukiwanie męskich sandałów. Właściwie za butami dla Przemka rozglądaliśmy się od jakiegoś czasu, ale jak nie raz się przekonałam, nie tak łatwo jest o sklepy z odzieżą, czy obuwiem męskim, w szczególności sandałami, więc wychodząc z domu nie przypuszczałam, że będę dziś, jak z Sandi, „grała”, a jednak ;)

Już wcześniej wiedzieliśmy, że przy ulicy Botany Road w dzielnicy Alexandria w Sydney znajduje się kilka tak zwanych Factory Outlet'ów. Dzisiaj jednak Przemek zabrał mnie na McEvoy Street, gdyż dzień wcześniej sprawdził, że to właśnie tam powinny być outlety z butami... i w rzeczy samej :) Na początku trafiliśmy na The Handbag & Shoe Factory Outlet, a w środku masa torebek, różnych firm: Jag, Diana Ferrari itp., paski i co tylko chcecie... oczywiście były też damskie buty ;) Niestety butów męskich – brak. Pocieszające jest to, że nie spodziewając się tego, znalazłam tam sobie torebkę na lato :) Tak więc torebki Drogie Panie znajdziecie w tym właśnie outlecie już w zawrotnej cenie $15,00. Reszta cen markowego asortymentu też wprawia w zachwyt ;) Jedyną „wadą” tych produktów jest to, że są z minionej kolekcji, z jakiś powodów niechciane, niekupione albo zapomniane... na szczęście w takich punktach dostają drugą szansę na sprzedaż, ze zdecydowanie ciekawszymi cenami.

Idąc dalej McEvoy Street trafiliśmy na FSW Shoe Warehouse i dużo butów takich firm jak: Diana Ferrari, Sandler, Tony Bianco, Redback, Oliver itp.. Są tu zarówno nowe jak i stare kolekcje, a co najważniejsze duży wybór obuwia nie tylko dla pań Drodzy Panowie. Przyznać muszę, że strasznie się ucieszyłam, gdy znaleźliśmy buty dla Przemka, dobrej jakości, ładne i za niespełna $30,00.

Zadowoleni z udanej „gry” przeszliśmy się jeszcze kawałeczek, by sprawdzić co jeszcze kryje w sobie Alexandria. Jakie Factory Outlety można, więc znaleźć w tej dzielnicy? Są to między innymi: Ron Bennett Menswear Outlet (coś dla panów), Events Outlet (gdzie panie mogą nacieszyć się sukienkami, sweterkami itp., a panowie odpocząć na wygodnej kanapie). Wielbiciele rozmaitych sportów powinni udać się do Pumy oraz New Balance. Są tu również: Oxford Factory Outlet (głównie asortyment męski ale i panie znajdą coś eleganckiego), Sandler, David Lawrence, Marcs, Morrissey, The Handbag And Shoe Factory Outlet oraz wiele innych, do których z Przemkiem (jeszcze) nie dotarliśmy :)

  

Wszystkim, którzy lubią „grać” lub zmuszeni są zrobić zakupy, gorąco polecam Factory Outlety, a najszybciej dotrzecie tam ze stacji Green Square.

wtorek, 7 września 2010

Paddy's "Pchli" Market

Paddy's Market to typowe targowisko. Miejsce, w którym możecie zaopatrzyć się w warzywa i owoce, kupić kwiaty, rzeczy, ale przede wszystkim to co interesuje turystów – pamiątki. Większość sklepów z pamiątkami zlokalizowanych w Sydney oferuje dokładnie takie same bibelotki, pizdrygałki itp. jakie znaleźć można w Paddy’s Market. Spacerując po tutejszych sklepach z souvenirami można odnieść wrażenie, że wszyscy zaopatrują się u tego samego dostawcy. Różnica? Podstawowa, czyli cena. Na Paddy’s kupicie wszystko taniej, gdyż (co podpowiada logika) handlowcy nie muszą płacić za czynsz, tyle, co właściciele sklepów zlokalizowanych np. w okolicy Sydney Opera House.
W Sydney znajdują się dwa takie miejsca targowe, jedno z nich zlokalizowane jest w centrum tuż przy Hay Street, dzielnica Haymarket, drugi we Flemington. Pierwszy z nich odwiedzam dość często z uwagi na bliską lokalizację i niskie ceny. W drugim przyznaję się bez bicia ;) nie byłam. W Internecie znalazłam określenie porównujące Paddy’s Market z centrum do pchlego targu. Z uwagi na to, że jest bardziej nastawiony na ubrania i pamiątki, a także rzeczy takie jak: peruki, okulary przeciwsłoneczne, kosmetyki, itp.

  

Części z warzywami nie odwiedzam zbyt często. Ostatnio, gdy zapuściliśmy się w tym kierunku, naszą uwagę przykuli Azjaci, którzy chcąc jak najwięcej sprzedać proponowali przechodniom spróbowanie np. owoców. Oczywiście niektóre owoce trzeba przeciąć, więc wymachiwali oni nie tylko owocami, ale także sporych rozmiarów nożami. Można się więc nadziać ;) Ponieważ najlepiej czujemy się w jednym kawałku, opuściliśmy tę część targowiska, tak szybko jak tylko to było możliwe.

  

Dla zainteresowanych: Paddy’s Market otwarty jest zawsze od środy do niedzieli w godzinach od 9.00 do 17.00.


Paddy's Market zlokalizowany na Haymarket


czwartek, 2 września 2010

Koronki, kwiatuszki, paseczki i inne gałganki, czyli co się nosi w Sydney?

Tym razem chciałabym podzielić się z Wami moim subiektywnym przemyśleniami na temat australijskich trendów odzieżowych i obuwniczych. Jesteśmy w tym kraju już przeszło 18 miesięcy i pomimo tego, nadal nie mogę się nadziwić młodzieżowej modzie, jaka tutaj panuje. A raczej, w mojej opinii, jej brakiem.

Co właściwie nosi się w tym egzotycznym i ciepłym kraju? Najłatwiej byłoby napisać: wszystko. Postaram się jednak trochę Wam przybliżyć tutejsze zwyczaje, choć może być to trudne, dlatego wspomagam się zdjęciami...

Od samego początku, gdy tylko przylecieliśmy do Australii, nierzadko zdarzało mi się spotykać nietuzinkowo ubranych ludzi, za którymi nie można się było nie obejrzeć. Pierwsze, co można zauważyć to to, że Australijczycy mają przedziwne odczucie termiczne, albo zupełny brak dobrego gustu. Często widywałam i widuję persony idące ulicą, ubrane w letnim wdzianku, ale w ciepłych butach na przykład z owczej skóry lub z głowami opatulonymi puchowymi czapkami (zdjęcia załączone w poście były robione przy 23 stopniach w cieniu!). Oczywiście, zdarzało się, że widywałam kogoś przechadzającego się w płaszczu i sandałkach, albo najlepiej na boso. Nic dziwnego w Australii jest cieplutko ;)

    

Obecnie, gdy mieszkamy w centrum i codziennie mijam setki ludzi, nadal nie mogę się nadziwić, w co większość młodzieży się ubiera. Bardzo modne są tutaj materiały wzorzyste, sporo dziewcząt lubi je łączyć z koronkami (jak dla mnie przesadną ilością koronek). Nie wiem doprawdy jak one to robią, ale do tego wszystkiego „pasuje” jeszcze dżins, co dla mnie jest zupełnym mysz-maszem. Osobiście nie wyszłabym tak ubrana na ulicę, no chyba, że na bal przebierańców lub Halloween.

     

Najpopularniejsze australijskie obuwie, to „japonki” zwane przez tutejszych thongs. I choć zaliczane są do bardzo niezdrowych, to nikomu tutaj to nie przeszkadza. Prawdopodobnie przyczyną ich popularności jest niska cena, poza tym przy wysokich temperaturach sprawdzają się na pewno całkiem nieźle. „Japonek” nie zauważysz u dziewcząt wybierających się wieczorem na imprezę. Wówczas królują pioruńsko wysokie obcasy i do tego bbbaaarrrdddzzzooo krótkie sukienki lub spódniczki. Zdumiewa mnie to, jak te młode dziewczyny utrzymują się na takich szpilkach i nie łamią sobie nóg, pomimo iż w większości przypadków widać, że balansowanie sprawia im niesamowite trudności. Mój Przemek wysnuł teorię „co najmniej dwie/dwoje”, która mówi, że co najmniej dwuosobowe grupki są bardziej stabilne w pionie, co może tłumaczy po części ten ewenement.

Jadąc pociągiem w godzinach rannych na pewno natkniecie się tu na ludzi ubranych w garnitury, spódniczki, garsonki, a do tego… sportowe obuwie i duży plecak. Jest to wygodniejsze niż wielogodzinne umęczanie stóp w eleganckim obuwiu, a do plecaka zmieści się zarówno laptop, jak i cała masa innych rzeczy, włącznie z obuwiem biurowym na zmianę.

    

Młode dziewczęta w wieku szkolnym, przemierzają ulice tej metropolii w podartych rajstopach. Nie są to pończochy uszkodzone przypadkowo, ale odmienione przez nie w celach „ozdobnych”.

Bardzo spodobało mi się jak moje znajome skomentowały opisaną modę: pierwsza użyła określenia przebranie zamiast ubranie, druga z kolei stwierdziła, że australijska moda jest jak wolność.

Oczywiście ta zakręcona moda nie dotyczy wszystkich. Jest w Australii dużo sklepów z naprawdę ładnymi rzeczami, ale te z reguły mają zbyt wysokie ceny, dla przeciętnego młodego obywatela, utrzymującego się nierzadko z kieszonkowego lub co najwyżej nisko płatnej pracy.

Dość często zdarzało mi się, że moje proste sukienki i spódniczki, a także bluzeczki przywiezione z Polski robiły tu furorę wśród moich australijskich znajomych, jak również ekspedientek w sklepach odzieżowych. Niestety za każdym razem sprawiałam zawód moim rozmówcom, gdy tylko usiłowali oni ustalić, gdzie można dostać takie cuda.

    

Na zakończenie jeszcze ciekawostka. W większości butików odzieżowych (i nie tylko) przy wejściu, znajdują się informacje, że wchodząc do danego obiektu handlowego, udzielamy zgody na wgląd do torebki, bądź plecaka na prośbę pracownika. Tych, którzy nie uznają podobnych praktyk i źle się czują w takich sytuacjach, uprzedzam, by dobrze się rozejrzeli przed wejściem do jakiegokolwiek sklepu.