czwartek, 21 października 2010

Sztuka, sztuka...

Il PorcellinoOkoło niespełna miesiąca temu, spacerowaliśmy z Przemkiem w okolicy dworca Central. Zamiast iść tradycyjnie, czyli wzdłuż Broadway poszliśmy wzdłuż Chalmers Sreet. Tego dnia przechodząc chodnikiem koło Prince Alfred Park (w którym trwają prace nad umileniem tego miejsca mieszkańcom) zauważyliśmy jak młodzi ludzie umieszczali na płocie ciekawe rzeczy, typu ptaki z plastikowych sztućców, dziecięce, pełne kolorów wiatraki, itp.. Zwolniliśmy kroku i dokładniej przyjrzeliśmy się „płotowej sztuce” zresztą bardzo pomysłowej. Kilka dni później naszą uwagę przykuła Królowa Victoria „przesiadująca” przed Queen Victoria Building, a właściwie jej brak. Zasłonięta była drewnianymi sklejkami, w związku z czym nie można było nacieszyć się jej widokiem. Wydawało mi się, że to na pewno związane jest z renowacją.

Konstrukcje kwiatoweNic bardziej mylnego! Wyobraźcie sobie, że Królowa została przyodziana w kolorowe gałganki. Te dwa zdarzenia oraz Crave Sydney International Food Festival, o którym wspomniałam w ostatnim poście są ze sobą powiązane! Od 23 września do 24 października trwa w Sydney „Art & About”. Art & About odbywa się tutaj co roku, za każdym razem artyści mają nowe pomysły na ożywienie tego miasta, a mieszkańcy możliwość nacieszenia oczu czymś nowym.

W tym roku podziwiać można między innymi:

  • Oh Alfred! - czyli sztuka na płocie, którą wraz z Przemkiem mieliśmy okazję oglądać w Surry Hill, a dokładniej na rogu Cleveland Street i Chalmers Street..


  • Sydney Life – to 22 fotografie, wybrane spośród 500 zaproponowanych, wystawione przy głównej alejce Hyde Parku.


  • The Bike Bike – 12 metrowa konstrukcja z rowerów, która ma nas zmusić do zastanowienia się nad transportem i jego wpływem na nasze środowisko, tę znajdziecie na Martin Place.


  • Rower z rowerów Shakespeare Memorial Prince Albert Sydney Life

  • Sydney Statues: Project! – czyli udekorowane posągi sydnejskie. Pomysłodawcami jak i wykonawcami tego projektu są Michelle McCosker oraz Imogen Semmler, zaangażowali oni również 13 innych artystów. Wśród udekorowanych figur zobaczyć możemy: Queen Victoria obok budynku QVB, Captain Cook oraz William Bede Dalley w Hyde Park, ponownie Queen Victoria tym razem na Queens Square, Prince Albert i Il Porcellino – Macquarie Street, Shakespeare Memorial – Shakespeare Place i w końcu Edward VII – Macquarie and Bridge Street.


  • Zdjęcie z Hyde Park Sydney Statues: Project! Zdjęcia na głównej alejce w Hyde Park

  • CAMO Stonewall – na Taylor Square w Darlinghurst.

  • Victoria przed budynkiem QVB Captain Cook Victoria William Bede Dalley

A także inne atrakcje, zainteresowani mogą poczytać na ten temat więcej w Internecine.

Informacja o konstrukcjach kwiatowych
Mapa

wtorek, 12 października 2010

Z miłości do jedzenia…

Z pewnością znacie tytuł amerykańskiego filmu z Sandrą Bullock „Ja Cię kocham a Ty śpisz”, otóż czasami wydaje mi się, że jego australijski remake nosiłby tytuł „Ja Cię kocham a Ty jesz” ;)

Sydney jest miastem, w którym spotkać można ludzi z całego świata. Chyba do końca życia wspominać będę nasze pierwsze dni pobytu w tym kraju i to, że na początku trudno mi było wyłapać język angielski wśród wielu, wielu innych słyszanych na ulicach. Chyba właśnie ta różnorodność kulturowa, a co z tym związane zróżnicowanie wyznaniowe i światopoglądowe, wpływają na to, że dobrym tematem do rozmów jest przede wszystkim jedzenie.

Wielokrotnie w rozmowach z Australijczykami, gdy wspominam, że dokądś wybieram się na weekend, od razu otrzymuję dobre rady, gdzie w tej dzielnicy warto zjeść lunch, która knajpka warta jest uwagi, a które omijać – mistrzynią w udzielaniu takich rad zawsze była Candy. Właściwie nigdy z Przemkiem nie podchodzimy tak do naszych voyage’y, lecz wręcz przeciwnie wcześniej przygotowane jedzenie zabieramy ze sobą i posilaliśmy się w biegu. Nie chcąc jednak robić jej przykrości zawsze chętnie wysłuchałam jej lunchowych podpowiedzi.

Jak szybko mogłam się przekonać Candy nie należała do wyjątków. Sandi (również Australijka) na wzmiankę, że zamierzamy z Przemkiem wybrać się, gdy tylko pogoda dopisze, na plaże w Cronulla, od razu podzieliła się ze mną spostrzeżeniami, gdzie i jakie miejsca najlepsze są na lunch. Nie zaskoczyła mnie tym ani trochę, bo na tyle już zdążyłam poznać Sandi, że wiem, iż uwielbia ona gotować i zna prawie każdą restaurację w Sydney ;)

Oczywiście Sandi i Candy to nie wyjątki. Nasi wspaniali sąsiedzi z Hornsby Pat i Ron, czasami zapraszali swoich znajomych (wśród nich i nas) na spotkania towarzyskie, w czasie których dziwnym byłoby nie wspomnieć, że było się gdzieś na obiedzie. Najlepiej jeśli była to nowo otwarta knajpka, wówczas można było podzielić się nowymi wrażeniami ze znajomymi i pozachwycać różnorodnością serwowanych tam wyśmienitych potraw, wystrojem i ogólną atmosferą panującą w środku. Nie dosyć tego, przy jednym takim spotkaniu mieliśmy okazję wysłuchać wykładu dobrze zorientowanych rzeźników. Z zasłyszanych ciekawostek mięso z Woolworths’a jest dużo lepsze od wielu wyrobów niewielkich rodzinnych rzeźni ;)

Do wyjątków nie zalicza się także właściciel mieszkania, w którym wynajmujemy pokój, Victor. Krótko po naszej przeprowadzce do Darlington, gdy próbował nam przybliżyć, gdzie co znajdziemy w nowej okolicy, oczywiście polecił King Street, jako tę z dużą ilością knajpek, w których warto zjeść.

Od znajomych kelnerów wiem natomiast, że aby zmylić przeciętnego Australijczyka i ściągnąć go ponownie do restauracji, w której być może nabawił się lekkiej niestrawności, wystarczy zmienić wystrój. Wówczas takiego delikwenta z pewności zwabią jego znajomi, którym się w jakiś sposób udało dobrze zjeść, opowieściami o prawdopodobnej zmianie menadżera ;)

Z kolei, w australijskiej telewizji jeszcze niedawno królował show MasterChef. Nasi współlokatorzy pilnie śledzili każdy odcinek, czasami spisując przepisy i o zgrozo wypróbowując je później we wspólnej kuchni, którą skrupulatnie przy tym demolowali. Na szczęście MasterChef się skończył, a do następnego sezonu nas tu już nie będzie, ale, ale… za to zaczął się Junior MasterChef. Teraz gotują dzieci, bo w końcu pasja do różnych rzeczy rodzi się często w najmłodszych latach. Ja mam tylko nadzieję, że tym razem nikt nie będzie chciał sprawdzać nowych przepisów ;)

Obecnie w Hyde Parku odbywa się Crave Sydney International Food Festival. Na trawniku wystawionych jest mnóstwo stolików otoczonych straganami z mnogością przysmaków z prawie wszystkich stron świata. „Zabawa” potrwa do 15 października, a wszystko zaczyna budzić się do życia w porze obiadu, czyli kolacji ;) Ci, którzy mają ochotę, mają jeszcze okazję pójść i nacieszyć swe podniebienia oraz przekonać się, czy posiłki jedzone w parku, na prawie świeżym powietrzu, smakują lepiej. A Ci o mocnych nerwach i żołądkach, nie zainteresowani konsumpcją ale wyłącznie atmosferą, mogą powdychać mieszające się w powietrzu zapachy serwowanych potraw. Dla każdego coś tu się znajdzie. My na dzisiaj ograniczyliśmy się do chinotto i aranciata.

Na koniec dodam, że podoba mi się takie podejście Australijczyków do jedzenia i restauracji. Dzięki temu, że tak często na lunch i obiad (właściwie w naszej porze kolacji) wybierają się gdzieś do knajpek, zapewnione są miejsca pracy dla innych ludzi i interes się kręci. Dodatkowo, o czym jeszcze nie wspomniałam, kodeks pracy przewiduje dla każdego obowiązkową, 30 minutową przerwę lunchową poza miejscem pracy. Innym plusem wypadu do restauracji jest to, że nie ma problemu z zasiedziałymi gośćmi w domu, gdy my musimy rano wstać do pracy, czy też ograniczonym czasem jaki możemy poświęcić na spotkanie. Zamiast tego jest się miło obsłużonym przez kelnera (z reguły obcokrajowca), można cieszyć się swoim towarzystwem i wspólną rozmową. Same zalety jakby nie patrzeć, no może za wyjątkiem opłacenia rachunku :) I tu pozwolę sobie wspomnieć, że Australijczycy nie należą do tych, którzy chętnie zostawiają napiwki. Na domiar złego dla kelnerów, napiwki są dzielone po równo między obsługę sali.

niedziela, 10 października 2010

Jak kupić markowo i niedrogo, czyli FACTORY OUTLETy.

Gdy z sympatyczną Australijką Sandi wchodzimy do sklepu, zawsze słyszę z jej ust „zagrajmy” (z ang. let's play). Nie sądzicie, że jest to ciekawe określenie?

Dziś wybraliśmy się z Przemkiem na poszukiwanie męskich sandałów. Właściwie za butami dla Przemka rozglądaliśmy się od jakiegoś czasu, ale jak nie raz się przekonałam, nie tak łatwo jest o sklepy z odzieżą, czy obuwiem męskim, w szczególności sandałami, więc wychodząc z domu nie przypuszczałam, że będę dziś, jak z Sandi, „grała”, a jednak ;)

Już wcześniej wiedzieliśmy, że przy ulicy Botany Road w dzielnicy Alexandria w Sydney znajduje się kilka tak zwanych Factory Outlet'ów. Dzisiaj jednak Przemek zabrał mnie na McEvoy Street, gdyż dzień wcześniej sprawdził, że to właśnie tam powinny być outlety z butami... i w rzeczy samej :) Na początku trafiliśmy na The Handbag & Shoe Factory Outlet, a w środku masa torebek, różnych firm: Jag, Diana Ferrari itp., paski i co tylko chcecie... oczywiście były też damskie buty ;) Niestety butów męskich – brak. Pocieszające jest to, że nie spodziewając się tego, znalazłam tam sobie torebkę na lato :) Tak więc torebki Drogie Panie znajdziecie w tym właśnie outlecie już w zawrotnej cenie $15,00. Reszta cen markowego asortymentu też wprawia w zachwyt ;) Jedyną „wadą” tych produktów jest to, że są z minionej kolekcji, z jakiś powodów niechciane, niekupione albo zapomniane... na szczęście w takich punktach dostają drugą szansę na sprzedaż, ze zdecydowanie ciekawszymi cenami.

Idąc dalej McEvoy Street trafiliśmy na FSW Shoe Warehouse i dużo butów takich firm jak: Diana Ferrari, Sandler, Tony Bianco, Redback, Oliver itp.. Są tu zarówno nowe jak i stare kolekcje, a co najważniejsze duży wybór obuwia nie tylko dla pań Drodzy Panowie. Przyznać muszę, że strasznie się ucieszyłam, gdy znaleźliśmy buty dla Przemka, dobrej jakości, ładne i za niespełna $30,00.

Zadowoleni z udanej „gry” przeszliśmy się jeszcze kawałeczek, by sprawdzić co jeszcze kryje w sobie Alexandria. Jakie Factory Outlety można, więc znaleźć w tej dzielnicy? Są to między innymi: Ron Bennett Menswear Outlet (coś dla panów), Events Outlet (gdzie panie mogą nacieszyć się sukienkami, sweterkami itp., a panowie odpocząć na wygodnej kanapie). Wielbiciele rozmaitych sportów powinni udać się do Pumy oraz New Balance. Są tu również: Oxford Factory Outlet (głównie asortyment męski ale i panie znajdą coś eleganckiego), Sandler, David Lawrence, Marcs, Morrissey, The Handbag And Shoe Factory Outlet oraz wiele innych, do których z Przemkiem (jeszcze) nie dotarliśmy :)

  

Wszystkim, którzy lubią „grać” lub zmuszeni są zrobić zakupy, gorąco polecam Factory Outlety, a najszybciej dotrzecie tam ze stacji Green Square.

sobota, 25 września 2010

Rybny dzień pod mostem

W końcu do Sydney zaczynają przychodzić cieplejsze dni :), więc zbrodnią byłoby nie wykorzystać tak ładnej pogody jak dziś. Dlatego zaraz po śniadaniu wyszliśmy na spacer. Jak już pisałam wcześniej, dla nas to jedno z przyjemniejszych zajęć :) Pierwotnie chcieliśmy pójść do Darling Harbour, nacieszyć oczy widokiem wody i jachtówek. Jednakże po drodze nasze plany uległy zmianie i na wyczucie ruszyliśmy w kierunku mostu Anzac Bridge.

Widok na Anzac BridgeJest on najdłuższym mostem wantowym w Australii i jednym z najdłuższych na świecie (jak podaje wikipedia). Otwarty został nie tak dawno temu, bo 3 grudnia 1995 roku, a koszty jego budowy wynosiły $170 milionów. Otwarcie mostu, było nietypowym wydarzeniem, 65 tys. osób, po kupieniu biletu, przeszło we wspólnym spacerze przez most. Zyski z tej imprezy zostały przekazane na rzecz Smith Family, która udziela pomocy i wsparcia osobom i rodzinom w trudnych sytuacjach finansowych. Ciekawostką jest, że za przejazd przez Anzac Bridge nie ma nałożonych opłat, które w Australii pobierane są za przekraczanie mostów i tuneli.

Kalmary Małża Przegrzebek Kałamarnice

Sydney Fish MarketPo dotarciu do celu natrafiliśmy na Sydney Fish Market. Widzieliśmy go już dużo wcześniej, przy okazji powrotu z Jenolan Caves. Tym razem trafiliśmy dokładnie na teren tego targowiska. Znajduje się ono tuż przy porcie rybackim i ma wiele do zaoferowania. Znajdziecie tutaj mnóstwo warzyw i owoców, kwiaciarnię, sushi bar, sklep z pamiątkami, delikatesy i to co najważniejsze całą masę świeżych owoców morza. A dla zainteresowanych jest tu także szkoła, w której nauczyć się można jak przygotować te pyszności. Sydney Fish Market powstał w 1945 r.

Drogie sery
Nasz lunchPierwotnie z Przemkiem miejsce to potraktowaliśmy, jak atrakcję turystyczną. Spacerowaliśmy pomiędzy najróżniejszymi straganami oglądając, co morze ma nam do zaoferowania. Szybko jednak daliśmy się ponieść atmosferze seafood marketu i porze lunchu. Oboje doszliśmy do wniosku, że przy takiej okazji trzeba posmakować czegoś, czego jeszcze nigdy nie jedliśmy. Zdecydowaliśmy się na talerz zimnych przekąsek, a w nim krewetki, homar oraz ostrygi. Zaczęliśmy od ostryg. Pierwszym odważnym okazał się być Przemek. Jego reakcja nie wskazywała na to by bardzo mu smakowały. Jak później się przyznał powiedział, że są dobre, bo nie chciał mnie zniechęcać. Niestety moje podniebienie zdecydowanie nie było podekscytowane smakiem tego posiłku. Na całe szczęście homar był całkiem dobry, krewetek się nie bałam, bo te doskonale znam. W trakcie lunchu podziwialiśmy rybaków, którzy rozładowywali statek z wielkich ryb. Natomiast zaraz po tym nietypowym dla nas daniu udaliśmy się na dalszy podbój targowiska oraz poszukiwanie kawy, bowiem ciągle czuliśmy smak ostryg. Przy okazji zaatakowana zostałam przez mewę, a zatem należało pamiętać o postawieniu lotka w drodze powrotnej :) Zajrzeliśmy jeszcze w kilka miejsc, po czym z gorzką Long Black udaliśmy się do „Deep – Seafood Cafe & Oyster Bar”. Tym razem skusiliśmy się na mały deser: małże i kalmary. Te pierwsze były niczego sobie, te drugie uwielbia Przemek, ja przyznać muszę – też.


Homary Krewetki Kraby

W końcu uznaliśmy, że czas dostać się na most. Niestety nie znaleźliśmy wejścia dla pieszych, dlatego ruszyliśmy przed siebie wzdłuż Pyrmont Bridge Rd. i dotarliśmy do doskonale znanego nam Darling Harbour, skąd do domu umiemy już trafić z zamkniętymi oczyma :)

Ośmiorniczki Kraby błotne, skrępowane ponieważ żyły Małgiew piaskołaz


Sydney Fish Market w środku


Nasza wycieczka